sobota, 5 sierpnia 2017

Ocet w medycynie. Odsłona trzecia.

Ocet w historii medycyny. Do poczytania w wakacje.
Ze studiowania mądrych ksiąg wynika, że pierwszym lekarstwem prawdziwie rozpowszechnionym wśród naszych antenatów był właśnie ocet. Wraz z rozwojem możliwości komunikowania się między ludźmi szeroko zaczęto uważać go za uniwersalny środek leczniczy pomocny we wszystkich chorobach. Kto w pradawnych Chinach zechciał  zgłębiać nauki tradycyjnej medycyny na temat octu musiał wiedzieć niemal wszystko. W  tym temacie nic tam nie uległo zmianie! W chińskiej kulturze dzban octu do dzisiaj stanowi symbol życia.
Jego połączenie z wybranymi kwiatami lub ziołami, wśród starożytnych Egipcjan, Greków i Hindusów uważano za leczący eliksir.Wiara w te bezgraniczne moce, bez najmniejszego uszczerbku przetrwała do średniowiecza. Św. Hildegard von Bingen*, uważała Acetum Sanum za środek poprawiający trawienie i samopoczucie. Pachnie aromatem łąki, rozgrzanej promieniami letniego słońca.

Acetum Sanum - eliksir skomponowany z 15 specjalnie wyselekcjonowanych ziół.
Na czczo rano i wieczorem należy 2 łyżeczki wymieszać z połową litra dobrej i ciepłej wody. Czyniąc przerwy, wypić powoli małymi łykami.
Św. Damian i jego brat Cosmas*, w swoich czasach znani byli jako samarytanie. Zachowały się po nich liczne recepty na leczące mieszanki ziół, maści i syropy.
2 łyżeczki tego ich octu miesza się z ¼ litra dobrej ciepłej wody, i jak wyżej, na czczo, rano i wieczorem powoli wypija drobnymi łykami.


W XIII wieku, wtedy kiedy nauki medyczne tkwiły jeszcze w powijakach, niektórzy uczeni konsyliarze działali bardziej po omacku niż świadomie. Np. jeśli pacjent nie przeżył stosowanej kuracji, wobec następnego zwyczajnie zalecano inną terapię. Prawdę mówiąc miało to w sobie więcej z szarlatanerii, niż świadomego leczenia.
Jedno natomiast było niezmienne. Do znieczulania przed operacją chirurgiczną stosowano powszechnie podobną metodę. Tu trzeba podkreślić,  że większą uwagę przywiązywano do faktycznego uśpienia „ofiary”, niż do konsekwencji z tego płynących. O humanitarnym podejściu do pacjenta, czy  zachowaniu warunków higienicznych już nie wspominając.
Ówczesna anestezja działała wg prawa „vabanque” czyli absolutnie radykalnie, czyli stawiano  wszystko na jedną kartę bowiem w czasie zabiegu operowana osoba nie miała prawa nawet drgnąć pod nożem chirurga.
Wspomniany efekt osiągano przez zasłonięcie nosa i ust gąbką nasączoną piekielną mieszanką, złożoną z: cykuty, wyciągu z korzenia mandragory, zioła o botanicznej nazwie lulek czarny *** i maku. Efekt był zawsze bombowy. Pacjent skutecznie tracił świadomość. Niestety często na zawsze. Dopiero kiedy dobry doktor „nie boli” odchodził od stołu zabiegowego, przystępowano do usilnych prób cucenia bezwładnego ciała.
Tutaj znowu ocet był niezastąpiony. Twarz nieprzytomnego przykrywano ściereczką nasączoną w occie. Na wszelki wypadek równolegle wznoszono gorące modły mające popierać podjęte starania. 
Choć na ten temat nie zachowały się żadne statystyki, należy przypuszczać, że najsilniejszy nawet ocet, często nie potrafił spełnić pokładanej w nim nadziei.
Mimo wszystko. Tak mocno wierzono w magiczną wszechmoc działania octu, że nikt się nie zastanawiał nad niebezpieczeństwem przedozowania usypiającej mieszanki.
Dopiero wynalezienie chloroformu i eteru położyło kres tym brutalnym praktykom.

Z dawnych obrazów i rycin wszyscy znamy charakterystyczne maski, noszone w Wenecji podczas epidemii dżumy. Czego optycznie nie dało się zauważyć, pod nimi znajdowała się zwilżona octem tkanina, przykrywająca twarz osób, które musiały stykać się z chorymi.
Na środku sal, w których leżały osoby zniewolone infekcją, ustawiano kotły, w których gotowano ocet, aby powstająca para odpędzała zarazę.

Ocet do inhalacji górnych dróg oddechowych.
Wierzono, że w magiczny sposób dodaje sił. Giacomo Casanowa zwykł mawiać, że: „po małym wieczornym posiłku, miłość wyprawia z nami co zechce”. Zalecał stosowanie octu jako afrodyzjakum.
Octowy doktor**** produkuje go dzisiaj wg autentycznej receptury. Lawendę, dzikie pomarańcze, szałwię, tymianek, kardamon, kwiaty dzikiego bzu, i liście mięty, zalewa się szlachetnym octem, i na minimum 3 miesiące leżakuje w drewnianej beczce.
Na bazie tego octu na 2 tygodnie przed użyciem,  Casanowa przyrządzał specjalne vinegrette, którym przed podaniem sekretnie zaprawiał sałatki.


Do dzisiaj w medycynie domowej na stłuczenia i opuchnięte miejsca przykłada się octowe kompresy. I choć obecna szkolna medycyna potrafi obejść się bez octu, na szczęście jego skuteczna rola w kuchni znacząco wzrosła.

c.d.n.

* -  św. Hildegard von Bingen; zakonnica, która w klasztorze benedyktyńskim żyła na przełomie XI i XII; autorka książki „Tajemnice kuchni”, która bardziej zajmuje się zdrowym odżywianiem niż konkretnymi recepturami; przypisywała octowi silne właściwości zdrowotne; w Europie Zachodniej jej nauki do dzisiaj są aktualne, stosuje się je ze szczególną pieczołowitością

**  -  św. Damian i jego brat Cosmas – ur. w III wieku, uważani są za patronów wszystkich aptekarzy i medyków

***  -  lulek czarny - roślina zielna z rodziny psiankowatych, silnie trująca, o nieprzyjemnej woni, hodowana ze względu na liście zawierające lecznicze alkaloidy, stosowana w homeopatii do leczenia zaburzeń i schorzeń psychicznych
 ****  - octowy doktor -  niemiecki producent fantastycznie aromatycznych, leczniczych i kosmetycznych octów:  http://www.doktorenhof.de/

Tadeusz Gwiaździński

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Anonimowe i uszczypliwie sformułowane komentarze będą automatycznie usuwane. Niedopuszczalne są także treści zawierające otwartą lub ukrytą reklamę firm lub produktów.